O dyslektyku, który został inżynierem – komentarz

Kategorie: codzienność

Czytając w Nowościach artykuł pt. O dyslektyku, który został inżynierem przetarłam oczy ze zdumienia:

Znienacka jedna z pań zapytała, czy nie będzie problemu, jeśli w jej pracy znajdą się błędy ortograficzne. Zaniemówiłem, byłem pewien, że to jakiś żart. A ona na to, że ma zaświadczenie o dysleksji i innych dysfunkcjach.
[...]
Doszliśmy do porozumienia – przed oddaniem każdego rozdziału dawała go najpierw do sprawdzenia kolegom. Ja dostawałem wersje bez błędów, ona w efekcie dyplom inżyniera.

W mojej ocenie osoba, o której wspomina naukowiec, w ogóle nie powinna znaleźć się na uczelni wyższej. Dlaczego?

W czasach, gdy do pisania pracy magisterskiej służy komputer z edytorem tekstu sprawdzającym pisownię i interpunkcję, zasłanianie się papierem jest po prostu bezczelnością.

Zadziwia mnie pobłażliwość ze strony naukowców, którzy godzą się na coś takiego. Gdybym ja była na miejscu tego profesora, wyrzuciłabym taką osobę z seminarium za arogancję i brak umiejętności korzystania z narzędzi powszechnie dostępnych.

Posiadanie wykształcenia wyższego zobowiązuje do podstawowych umiejętności życia i funkcjonowania w społeczeństwie. Ktoś, kto ma dwadzieścia kilka lat, jest studentem i nie potrafi korzystać z edytora tekstu, po prostu nie radzi sobie z rzeczywistością.

Z drugiej strony winę za taki stan rzeczy ponoszą także poradnie, które wydają zaświadczenia, zapominając, że umysł to potężne narzędzie, które ma nieograniczone możliwości. Zaświadczenie jest bardzo łatwo uzyskać. I wtedy taki człowiek rośnie sobie w przekonaniu, że nie musi się starać, bo przecież mam papier.

Ilu z nich tych dyslektyków ciężko pracowało przez lata z pomocą nauczycieli, psychologów i pedagogów, aby pokonać lub zmniejszyć swoje problemy?

Osoby niepełnosprawne lub ich opiekunowie powinny być stawiane jako wzór w takich sytuacjach (żeby było jasne – nie uważam, że dyslektycy to osoby niepełnosprawne – mam tu na myśli tylko i wyłącznie różnicę w motywacji). Zauważcie, jak duże postępy robią takie osoby, mimo że teoretycznie medycyna nie daje im szans na lepsze życie.

Okazuje się, że osoba z niedowładem, po latach nudnych ćwiczeń, może przesunąć szklankę. Cuda? Otóż nie. To jest właśnie ciężka prawa i motywacja, aby być lepszym, doskonalić się mimo wszystko.

Niepełnosprawni są zmotywowani, bo walczą o normalność i doskonale wiedzą, że nikt im nie pomoże. Dyslektycy nie mają takiej motywacji, bo doskonale wiedzą, że papier załatwia wszystko.

Autor wpisu:
Patrycja Kierzkowska. Rocznik 84. Od urodzenia mieszka w Toruniu.

Oceń wpis:
NiedostatecznyDopuszczającyDostatecznyDobryBardzo dobry (Jeszcze nie oceniono)
Loading ... Loading ...
Możesz zaprenumerować komentarze RSS do tego wpisu.
Pamiętaj również, że możesz także zaprenumerować wszystkie wpisy przez RSS i wszystkie komentarze przez RSS.

One Comment on “O dyslektyku, który został inżynierem – komentarz”

  • macias
    18 grudnia, 2008, 11:20

    100% zgoda i ciesze sie, ze jeszcze przytomne osoby nie wyginely ;-)

    Pomijam kwestie, ze wiekszosc dyslektykow, to nie dyslektycy w sensie prawdziwie medycznym, tylko po prostu „wychowankowie” telewizji. Trudno nabyc umiejetnosc prawidlowego pisania, jesli cala aktywnosc sprowadza sie do sluchania.