Leven – Tomasz Szlendak recenzja

Kategorie: kultura

Leven – Tomasz Szlendak

Ksiązka jest dokładnie o tym o czym mówi podtytuł czyli „Opowieśćią o toruńskim kupcu, krwawych
zbrodniach, śpiewających żabach i czupurnej piekareczce
”.

Dodać należy, że opowieścią przepełnioną humorem, czasem rubasznym, czasem nawiązującym do czasów współczesnych współczesnych ale zawiera i fragmenty przepełnione krwią i gównem ;)

Gównem bo w czasach gdy się to dzieje, a są to czasy gdy jeszcze w Toruniu urzędowali Krzyżacy, czystość, higiena i kanalizacja nie były priorytetami dla mieszkańców. Krwią bo mamy i w powieści brutalne morderstwa łącznie z rozczłonkowaniem ofiar i nabijaniem ich na pal. Mamy także krwawą egzekucję szpiegów krzyżackich którzy zalęgli wśród ludności miejskiej, a kat wykazał się w czasie jej wykonywania nieszablonym podejściem do sprawy.

Główną postacią jest niejaki Mikołaj (Mikołajów jak psów) Leven, parający się zawodem kupca, lubiący czystość, pieniądze oraz tak zwinnie potrafi się wspinać po murach, że można by w nim doszukiwać się prekursora lubianego obecnie przez młodzież miejskiego sportu jakim jest parkour.

Mikołaj ten przy pomocy żab sprowadzonych z Włocławka wyprowadza z miasta plagę żab, co jest twórczym rozwinięciem legendy miejskiej o flisaku, który zrobił to za pomocą skrzypiec.

Książka zawiera wiele nawiązań do miejsc i wydarzeń które są dodatkowym smaczkiem dla osób które są z Torunia, lub posiadają o nim szerszą wiedzę. Znajdziemy tu i knajpę dla flisaków pod murami która nazywa się „Tratwa”, a tajemnicą nie jest że taki lokal pod murami o tej nazwie działa i obecnie, więc można tam chmielowy napój spożyć ze smakiem. Przeczytać możemy także o zaradnej siostrze zakonnej, która produkując napitek o znacznie większym oprocentowaniu niż piwo sprzedaje go z wielkim przebiciem do Polski, gdzie znajduje się widać wielu smakoszy wyskokowych trunków ;)

Innym nawiązaniem jest postać jednego z kapłanów, który wygłasza tyrady oskarżające różne stany i postacie o to co najgorsze, plagę żab porównuje do plag egipskich, a jego najwierniejszymi słuchaczkami są stare baby w kolorowych czepcach na głowach które go żywią i bronią. Skojarzenie z innym toruńskim kapłanem nader oczywiste.

Są w książce i wątki pieprze – np. odkrycie skąd się wziął charakterystyczny kształt słynnych pierników – katarzynek, ale to uważne oko samo wyłapie przyglądając się okładce -> http://i42.tinypic.com/28ib5er.jpg .

Mamy również wątek gejowski, a to i w tamtych czasach i obecnych wywołuje przecież zgorszenie więc nie ma co o nim wspominać.

Książka przepełniona humorem, ale i całkiem niezłą historię w sobie zawiera, więc jeśli ktoś lubi powieści z pod znaku płaszcza i szpady może się śmiało zapoznać. Lektura jest lekka, i często wybucha się śmiechem. Dodatkowym atutem dla kogoś takiego jak ja, jest poznawanie historycznego rysu mojego miasta, jego zakamarki oraz wizyta w budynkach których już nie ma.

Jan najbardziej można polecić miłośnikom miasta, oraz wszystkim których nudzi już wakacyjna lektura typowego kryminału

Autor wpisu:
Paweł Żurawski.

Oceń wpis:
NiedostatecznyDopuszczającyDostatecznyDobryBardzo dobry
(głosów: 4, średnia ocena: 2,50)
Loading ... Loading ...
Możesz zaprenumerować komentarze RSS do tego wpisu.
Pamiętaj również, że możesz także zaprenumerować wszystkie wpisy przez RSS i wszystkie komentarze przez RSS.