Nielegalni przewodnicy są jak Yeti
Lubię czytać „Teraz Toruń”, bo redakcja (trzy osoby na krzyż), zapewnia mi niesamowitą rozrywkę intelektualną pt. „Co autor mógł mieć na myśli?”.
Tym razem na tapetę wzięto temat nielegalnych przewodników i uczyniono zeń temat numeru (tj. z okładki).
Temat zapewne wziął się z medialnej burzy wokół ukarania kobiety z Krakowa, która oprowadzała znajomych i została uznana za nielegalnego przewodnika. Z mediów niestety nie dowiedzieliśmy się, jak liczna była grupa znajomych (vide: ustawa o usługach turystycznych, art. 30. 1), jaki w ogóle był kontekst całej sytuacji, więc cała Polska opiera się na niejasnym przekazie mediów.
W przypadku Krakowa sprawa jest prosta – ktoś złapał kogoś na gorącym uczynku i ukarał, a więc można uznać, że teoretycznie winny został ukarany, a zjawisko istnieje.
A w Toruniu?
„Teraz Toruń” donosi, że zjawisko istnieje, PTTK przytakuje głową, ale… (uwaga, teraz będzie najlepsze):
- Od 9 czerwca do 18 sierpnia przeprowadzaliśmy razem z pracownikami toruńskiego PTTK-u 10 kontroli – mówi Jarosław Paralusz, rzecznik straży miejskiej. – Nie złapaliśmy ani jednego nielegalnego przewodnika.
Rozumiecie coś z tego?
To trochę, jak z Yeti – wszyscy mówią, że jest, ale nikt go jeszcze nigdy nie widział.
Warto również zauważyć, że w ciągu dwóch miesięcy przeprowadzono tylko 10 kontroli. Czy to oznacza, że grupy zorganizowane w ogóle nas nie odwiedzają?
Inna sprawa – przeciętna wycieczka zatrzymuje się w Toruniu na kilka godzin i ogląda trzy zabytki na krzyż. Trzeba mieć wyobraźnię licencjonowanych przewodników, aby twierdzić, że w takiej sytuacji można pomylić nazwy zabytków. Dlaczego? Bo taki pilot wycieczki, bez uprawnień przewodnika, bierze pierwszy z brzegu przewodnik albo wydruk z internetu i mówi grupie to, co przeczytał.
W dzisiejszych czasach, mając dostęp do oficjalnych stron miast i mnóstwa informacji w renomowanych publikacjach, instytucja przewodnika straciła na znaczeniu. Dokładnie tak samo jak profesor na uczelni. Dzisiaj dostęp do wiedzy ma każdy i może ją w dowolnym momencie uzupełnić lub zweryfikować. Student ma dostęp do tych samych publikacji, co profesor, turysta ma dostęp do tych samych publikacji, co przewodnik itd.
Gratuluję:
- dziennikarzom „Teraz Toruń” – tematu z okładki, bo przecież na nią trafiają najpoważniejsze problemy naszego miasta,
- Straży Miejskiej – dużej ilości kontroli, która przez dwa miesiące przyczyniła się do wyłapania wszystkich złych, którzy szkodzą miastu,
- ludziom z PTTK – dostrzeżenia zjawiska, które z uwagi na swoją wielką skalę, wpływa na zaniżanie wiedzy licznych grup zorganizowanych.
Jak dobrze, że sezon ogórkowy dobiega końca…
Autor wpisu:
Patrycja Kierzkowska. Rocznik 84. Od urodzenia mieszka w Toruniu.


2 Comments on “Nielegalni przewodnicy są jak Yeti”
Z mediów niestety nie dowiedzieliśmy się, jak liczna była grupa znajomych? Czyżby? Wszędzie podawano, że było ich trzech. Ale nawet gdyby ich było 30-tu, żadna kontrola i żadne sankcje karne tej grupy nie dotyczą.
Ustawa o usługach turystycznych reguluje tylko i wyłącznie działalność polskich biur podróży, a nie ogół obywatelskiej działalności w zakresie organizowania i oprowadzania wycieczek! Jeśli wycieczkę organizuje jakiekolwiek np. stowarzyszenie, parafia, szkoła czy uczelnia, zakład pracy, klub, grupa znajomych, osoba prywatna itp., a także biuro zagraniczne – nie ma absolutnie żadnego obowiązku wykupienia usług miejscowego przewodnika i spowiadania się przed patrolami przewodnicko-policyjnymi z tego, o czym się mówi do grupy, nawet jeśli są to rozmowy o zabytkach i historii. Czasy ingerowania funkcjonariuszy publicznych w przekazywanie informacji krajoznawczych już minęły, co znalazło wyraz w konstytucyjnym zakazie cenzury. A to, że przewodnicko-policyjne patrole żądają uprawnień od każdego, kto pokazuje zabytki i opowiada o nich, np. grupie znajomych, to już jest po prostu zwyczajne bezprawie! Przy czym szczytem tego bezprawia jest fakt, że przedstawiciele prywatnego stowarzyszenia będący stroną w sprawie śledzą, podsłuchują co kto mówi na ulicy i zastępują funkcjonariuszy publicznych w czynnościach urzędowych, którymi powinny zajmować się wyłącznie osoby do tego powołane, i to wyłącznie za zgodą odpowiednich organów prokuratury.
Każdy obywatel, np. nauczyciel prowadzący wycieczkę uczniów po mieście i zaznajamiający ich z jego historią i zabytkami czy pracownica UJ pokazująca swoim gościom krakowski Rynek, jeżeli zostali zatrzymani na ulicy Krakowa przez przewodnicko – policyjny patrol i zażądano od nich licencji przewodnika, wręczono upomnienie lub mandat, powinni złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa nadużycia swoich uprawnień przez funkcjonariuszy państwowych.
Dziękuję Pani Przewodnikowi za komentarz i wyjasnienie.